poniedziałek, 14 marca 2016

Pogromcy mitów - a Wy co wiecie na temat amstaffów ?

Załóżmy, że tak jaki my na początku, nic nie wiecie nt. amstaffów / pitbulli. To znaczy wiecie, ale tylko tyle co z filmów z o psich walkach, doniesień mediów o atakach wściekłych pitów na dzieci, opowieści sąsiadów o pogryzieniach. Obserwowaliście masywne bestie w nabijanych ćwiekami obrożach albo kolczatkach na ulicach, na wszelki wypadek przechodząc na drugą stronę jezdni. Widzieliście w parkach amstafy uwieszające się na gałęziach i odruchowo przyciągaliście swoje psiaki do siebie, czmychając pośpiesznie w drugą stronę. Tak utrwalaliście w sobie przekonanie, że pitbull to zło wcielone.

Aż pewnego dnia słyszycie, że wasi znajomi, kuzyni, sąsiedzi przygarneli staffika ze schroniska. Matko Bosko, jeszcze jakby mało było atrakcji to właśnie ZE SCHRONISKA - najgorsza opcja, no bo to nie wiadomo jaki ma rekord w policyjnych kartotekach no i skoro trafił do ochranki to pewnie dlatego, że poprzedni właściciel stracił ucho albo kończynę przez niego. Tak to mniej więcej wyglądało w naszym przypadku:
Ech, no tak. Pierwsza wizyta zapoznawcza u nas w domu. Rodzina dzwoni telefonem spod klatki: "Dzwonimy, żeby nie rozjuszyć jej domofonem. No, to wchodzimy, otwórzcie". Skradają się po klatce z duszą na ramieniu. Lilka śpi - nie rozjuszona jak zawsze. Dziadek wchodzi jako ostatni - jest najsłabszy, mógłby sobie nie poradzić z atakiem amstaffa. Wujek zachowawczo poklepał ją po głowie ale bacznie obserwuje czy nie rzuci się do gardła. Koleje spotkanie w domu mamy, która obczaja Lilkę przez okno a potem przyjmuje bezpieczną odległość za drzwiami, na wypadek gdyby kły naszej bestii miały by wbić się w jej łydkę. Rozmowa przez skajpa z ojcem - wielkim entuzjastą psów: " To ta rasa co jest na liście psów zakazanych?". No i ogólny strach przed spotkaniem Lilki z naszym potencjalnym potomkiem (Na pewno wyszarpie z kołyski i skonsumuje jak tylko spuścimy ją z oka). Koleżanki w pracy, wspinają się na wyżyny swojej kreatywności i wymyślają nagłówki gazet w stylu "Porzucił ją konkubent, pożarł amstaff" albo "Zjedzona żywcem przez bestie, konała w mękach". Podobnie wypadają reakcje osób postronnych na spacerach.

Przykre to trochę, że za tak kochanymi, wiernymi i oddanymi psami ciągnie się smrodek mitu psa mordercy. Choć w sumie nie dziwota, jak się kto naoglądał / nasłuchał wybiórczych materiałów. Mit ma to do siebie, że bardzo szybko się rozprzestrzenia i zakorzenia. Ale trzeba wyrwać chwasta i odczarować staffiki i pity. Taki też cel stawiamy przed sobą.

1 komentarz :

  1. Moim największym marzeniem jest mieć amstaffa, jednak właśnie cała rodzina twierdzi, że to okro
    pne bydlaki i psy mordercy... Niestety na razie mieszkamy wszyscy razem, ale gdy będę już miała swoje cztery ściany to na pewno ta przepiękna rasa pojawi się u mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Śmiało, czekamy na twój komentarz!